poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 3

Cześć wszystkim! Tak znowu trochę zaniedbałam tego bloga, ale no  cóż szkoła naprawdę pochłania prawie cały mój czas wolny. Kolejny rozdział, który mam nadzieję przypadnie wam do gustu. Wszelka konstruktywna krytyka również mile widziana. Kolejnego  rozdziału wypatrujcie niebawem. Dziękuję też za komentarze pod poprzednim rozdziałem, którymi karmi się moja wena.
Pozdrawiam
Sophy


 
Rozdział 3
Życie w kwaterze Avegers okazało się zadziwiająco zwyczajne. No cóż na tyle na ile normalne może być mieszkanie pod jednym dachem z bogiem błyskawic, dwójką tajnych agentów, miliarderem, super żołnierzem oraz doktorem z którego sporadycznie wychodzi zielony potwór. Na początku Hope miała spore trudności z odnalezieniem się w nowym otoczeniu. Czuła się zagubiona i ciągle nie potrafiła odtworzyć nic ze swojej przyszłości. Jednak już po nie całym miesiącu poczuła się jak w domu. Steve zdołał przekonać resztę żeby pozwolili jej zostać. Co prawda Natasha i Clint wciąż ją uważnie obserwowali, ale nawet oni zawali się przyzwyczajać do jej obecności. Czasem była nawet całkiem pomocna, dzięki nowo odkrytym talencie do leczenia i opatrywania wszelkich ran czy kontuzji. Zastanawiała się czy może przed utratą wspomnień była pielęgniarką lub kimś podobnym. Jej zdolności były dość przydatne kiedy superbohaterowie wracali z misji,często pobijani i poranieni. Miło było wiedzieć że, jest się potrzebnym. Mieć cel.
Pewnego popołudnia,siedząc w salonie Stark Tower Hope odkryła kolejną zadziwiającą rzecz. Czekała właśnie na powrót reszty z kolejnej misji. Była dość znudzona więc zaczęła szukać sobie jakiegoś ciekawego zajęcia. W kącie pokoju stała piękna i pewnie kosmicznie droga gitara elektryczna.
-Chyba Tony się nie obrazi jak sobie pożyczę- mruknęła ostrożnie biorąc instrument do ręki.-W sumie i tak z niej nie korzysta.
Podłączywszy gitarę do głośników na próbę uderzyła struny kostką. Po paru uderzeniach spróbowała zagrać jakiś kawałek. Ku swojemu ogromnemu zdziwieniu jej palce zaczęły poruszać się w sposób tak naturalny jakby nie robiła nic innego przez całe życie. Melodia, którą grała byłą wolna i smutna, przypominająca rockową balladę. Grała dalej czując cudowne odprężenie i szczęście. Wydawało jej się, że mogła by to robić godzinami. Kiedy skończyła grać nieznaną balladę, spróbowała czegoś szybszego. Tym razem rozpoznała grany utwór. Był to Thunderstruck zespołu ACDC, jeden z ulubionych kawałków Toniego. Muzyka tak ją pochłonęła że, nie zauważyła powrotu Avengers'ów. Dopiero kiedy skończyła grać obejrzała się przez ramię i spostrzegła cały zespół znajdujący się obecnie w stanie no cóż, silnego szoku. Pierwszym, który odzyskał głos był jak można się było spodziewać Tony.
-No,no chyba mamy tu gwiazdę rocka z zanikiem pamięci. Może powinniśmy sprawdzić czy ktoś taki ostatnio nie zaginął- powiedział szczerząc zęby w uśmiechu.
Wszyscy się roześmiali, a niezręczna cisza natychmiast zniknęła. Od tego czasu Hope często przesiadywała w salonie i grała. Czasem zespół przychodził posłuchać, ale wolała grać gdy była sama. Potrafiła się wtedy zatracić w granej melodii i całkowicie odpływała w świat muzyki.
Kolejnym niezapowiedzianym wydarzeniem była dość nietypowa propozycja Natashy. Pewnego wieczoru przyszła do pokoju Hope i zaproponowała wspólny trening.
-Skoro już tu mieszkasz, powinnaś umieć sama się obronić-powiedziała patrząc na nią krytycznie.
Hope musiała przyznać jej rację. Stark Tower może w każdej chwili paść ofiarą ataku, a Avegers'ów może akurat nie być w pobliżu.
To chyba niezły pomysł-zgodziła się.
-Bądź gotowa jutro o 5:30 rano i załóż coś odpowiedniego do biegania- zakomenderowała
Natasha po czym wyszła z pokoju.
Hope uśmiechnęła się. Może Romanoff nadal nie była zbyt uprzejma ale, zdawała się powoli akceptować jej obecność. Po prostu potrzebowała czasu. A trening mógł być naprawdę przydatny, stwierdziła nastawiając budzik.
*
Już po pierwszym treningu Hope zaczęła wątpić czy zgoda na to była dobrym pomysłem. Lekcja zaczęła się od godzinnego biegu po mieście, który okazał się być ledwie rozgrzewką. Następnie wróciły do Stark Tower i udały się do siłowni. Po kolejnych trzydziestu minutach najróżniejszych zabójczych ćwiczeń Natasha ogłosiła krótką przerwę. Zlana potem z jękiem padła na ziemię. Wszystko ją bolało. Natasha rzuciła jej butelkę wody.
-Masz fatalną kondycję- stwierdziła krytycznie.
Po tej stanowczo z krótkiej przerwie przystąpiły do ćwiczenia kilku prostych ciosów oraz uników. Szło jej całkiem nieźle, choć agentka nie była cierpliwą nauczycielką. Zanim udało jej się pojąć te kilka chwytów, Natasha kilkakrotnie rozłożyła ją na łopatki. Kiedy skończyły Hope, cała obolała ruszyła pod prysznic. Po kwadransie spędzonym pod strumieniami gorącej wody poczuła się o niebo lepiej. Rozczesując swoje wciąż wilgotne krótkie włosy, weszła do salonu. Tony rozwalony na kanapie uśmiechnął się do niej.
-Co tam? Nat dała ci w kość?- zapytał
-I to jak- jęknęła opadając na miejsce obok niego. Zdążyła naprawdę polubić Starka i z wzajemnością. Często razem dowcipkowali i przekomarzali się. On nauczył ją obsługi najnowszego tabletu Stark Industries, a ona często grała mu jego ulubione kawałki. Mieli dość podobny gust muzyczny oraz to samo ironiczne poczucie humoru. Stali się sobie bardzo bliscy.
-Wiem że, może teraz ciężko ci w to uwierzyć, ale Nat wie co robi. Powinnaś słuchać jej rad- powiedział Tony.
-No skoro genialny Tony Stark tak twierdzi to na pewno prawda- zaśmiała się.
W tym momencie z kuchni wyłonił się Steve, który po raz kolejny dał się namówić na gotowanie obiadu.
-Witaj Kapitanie Mrożonka!- Tony wyszczerzył się do niego.
Rogers przewrócił oczami, ale się uśmiechnął. Nagle rozległ się mechaniczny głos Jarvisa.
-Panie Stark, informuję że, wykryłem znaczny skok energii elektromagnetycznej, zwykle towarzyszący transferom z Asgardu.
Cała trójka zamarła zaskoczona.
-Gdzie?- zapytał Tony, który całkowicie spoważniał.
-Przesłałem dokładne dane do pańskiej zbroi. Czy mam wezwać pozostałych członków zespołu?
- Niech zbiorą się na dachu.
Po czym on i Steve pobiegli się przygotować do kolejnej misji. Całkowicie zapomnieli o Hope która nadal siedziała na kanapie zastanawiając się co to mogło oznaczać. Ich gwałtowna reakcja wydała jej się bardzo nietypowa.

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 2

Tak więc oto jest rozdział drugi. Mam nadzieję że, wyczekiwany xd. Jeśli się spodoba albo jeśli będziecie mieć jakieś uwagi to komentujcie. Dziękuję też za tak dużą, w każdym razie jak dla mnie, aktywność na blogu. To bardzo motywuje i nie pozwala mi się rozleniwiać w kwestii pisania. Przy okazji, pozdrawiam wszystkich fanów Lokiego i zapraszam do zostania tu na dłużej, bo będzie go tu sporo. Życzę udanych ostatnich dni wakacji i zapraszam do czytania.
Rozdział 2
W sali tronowej Azgardu panowało wielkie poruszenie. To właśnie dziś miał zostać osądzony przybrany syn Odyna-Loki. Sam oskarżony właśnie został wprowadzony do sali i stał teraz, zakuty łańcuchem,z magicznym kneblem na ustach przed obliczem Wszechojca. Zewsząd dochodziły pomruki i szepty wszystkich zgromadzonych asów.
-Loki Laufeysonie- rozbrzmiał donośny głos Odyna-przyprowadzono cie tu dziś abyś odpowiedział za swoje zbrodnie popełnione w granicach wszystkich dziewięciu światów. Sprawiedliwą karą za takie przewinienia jest śmierć, jednak...
Przerwał mu ryk jaki powstał po tych słowach. Wszyscy zgromadzeni zaczęli jak jeden mąż skandować: Śmierć zdrajcy! Nich ginie!
Loki spojrzał na nich z politowaniem. Ci, jakby się zdawało wielcy i mądrzy azgardczycy nagle zaczęli się zachowywać jak rozwrzeszczana gawiedź pragnąca rozrywki. Ci, którzy wynosili się ponad inne rasy teraz zachowywali się jak bezmyślni śmiertelnicy.Oni jednak, mogli przesądzić o jego losie. Jeśli Wszechojciec uzna za stosowne posłuchać głosu swych poddanych to Psotnika czeka marny koniec. W tym momencie Odyn uderzył swą włócznią o ziemię i zapadła cisza.
-Jak mówiłem zasłużyłeś na śmierć,jednak skoro ten proces ma być sprawiedliwy dam ci szansę na obronę.
W tym momencie zaklęcie kneblujące Lokiego zniknęło, dając mu możliwość swobodnego mówienia. Miał już przygotowaną linię obrony. Podczas odsiadki w celi długo zastanawiał się nad tym jak wywinąć się z tej na pozór, rozpaczliwej sytuacji. Pewien pomysł wpadł mu do głowy, ale wzdragał się przed tym co musiał powiedzieć. Oznaczało to dla niego przyznanie się do porażki i poniżenie, ale nie miał wyboru.
-Wszechojcze- zaczął pozornie spokojnym i wypranym z emocji głosem-tak przyznaję się do przymierza z Chituari i najechania na ziemie Midgardu, jednak pozwolę sobie zauważyć że,całkiem niedawno podobnego postępku dopuścił się Thor. Chyba wszyscy pamiętają jak bezpodstawnie zaatakował Jotunhaim co prawie doprowadziło do kolejnej wielkiej wojny, która zakończyłaby się zagładą tysięcy, może nawet milionów. Sprawiedliwą karą za te czyny również byłaby śmierć, a jednak zamiast tego został on skazany na trwające dosyć krótko wygnanie do krainy śmiertelników.
Odyn spojrzał na Lokiego zagadkowym wzrokiem i zamyślił się na chwilę.
-To prawda, dlatego dla ciebie od początku też przewidywałem taką samą karę.
W Lokim zagotowała się wściekłość i oburzenie. Więc to taki był plan Wszechojca, zmusić go by sam się poniżył zanim zostanie wygnany. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego ile kosztuję Boga Złośliwości porównanie się do znienawidzonego brata i okrutnie to wykorzystał.
-Niniejszym skazuję ciebie, Loki synu Laufeya na banicję. Zostaniesz zesłany do Midgardu i pozbawiony swoich mocy do czasu aż odpokutujesz za swoje zbrodnie.-Zakończył swą wypowiedź Odyn i uniósł obie ręce.
Nagle Psotnik poczuł jak opuszcza go jego magia, jak wypływa z niego, pozostawiając go boleśnie pustym. Próbował to powstrzymać ale, wtedy poczuł silny ból i zrozumiał-nie było sensu walczyć, nie dało się tego powstrzymać. Kiedy cała moc została mu odebrana, dwoje strażników wyprowadziło go z sali i ruszyło za Odynem w stronę Bifrostu.
Gdy tam dotarli Haimdall otworzył portal prowadzący na Ziemię.
-Twoje moce nie są stracone na zawsze Loki- powiedział jeszcze Wszechojciec- wrócą jeśli na nie zasłużysz i tylko wtedy więc nie próbuj żadnych innych sztuczek. Kiedy powrócą droga do Asgardu będzie stała otworem. Wystarczy że, wezwiesz Heimdalla i wrócisz do domu.
-To nie jest mój dom!-warknął Loki.
W oczach Odyna zagościł smutek kiedy spojrzał ostatnie raz na swego przybranego syna. Jego twarz była ostatnim co Loki ujrzał. Potem pochłonął go wielobarwny wir portalu.
*
Bycie śmiertelnym to chyba najgorsze co można sobie wyobrazić. To była pierwsza myśl jaka pojawiła się w głowie Lokiego po odzyskaniu przytomności. Wszystko go bolało, a szczególnie żebra. Jak podejrzewał miał co najmniej dwa pęknięte. Kiedy tylko przestał widzieć podwójnie spróbował wstać i przejść parę kroków. Nie udało mu się nawet pewnie stanąć na nogi. Natychmiast z jękiem upadł na ziemię, chwytając za kostkę, która wprost niemiłosiernie bolała. Rozejrzał się ze złością. No tak. Znajdował się na jakimś pustkowiu, był środek nocy a on nie miał nawet pojęcia, w którą stronę powinien się udać. Musiał się jednak stąd ruszyć,przecież nie będzie tu siedział w nieskończoność jest w końcu księciem Asgardu do jasnej cholery.
-Zdegradowanym do rangi zwykłego śmiertelnika- odezwał się złośliwy głosik w jego głowie.
Kolejna próba przejścia choćby paru kroków zakończyła się podobnie jak pierwsza, a następne też nie przyniosły efektu. Popękane żebra i skręcona kostka nie były jedynymi urazami jakich doznał. Odkrył też dużą, krwawiącą ranę z tyłu głowy oraz liczne sińce i zadrapania. W tym stanie nie mógł zbyt długo utrzymać się na nogach. Nagle poczuł zawroty głowy i stracił przytomność.

środa, 26 sierpnia 2015

Informacja
Witam, witam wszystkich czytelników tego ,,cudownego" bloga. Tak wiem, strasznie go zaniedbuję, a miałam niby częściej wstawiać rozdziały. No ale co poradzę, są wakacje i po prostu mi się nie chciało nic pisać. Ale już się zabieram za nowy rozdział, który ukarze się niebawem (no chyba, że moja wena znowu postanowi wyjechać na Malediwy). Pozdrawiam wszystkich i polecam cieszyć się ostatnimi dniami wakacji, które uciekają szybciej niż Quicksilver.
Sophy

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 1 cz.2

Hej wszystkim oto część druga rozdziału pierwszego, dość krótka i raczej nie wiele wnosi. Mam nadzieję że, nie sknociłam dialogów, niezbyt umiem je pisać. Życzę miłego czytania i dziękuje za pozytywne komentarze pod poprzednim postem to bardzo mnie zmotywowało do dalszego pisania.
Rozdział 1 cz.2
Hope wychodząc na korytarz rozejrzała się niepewnie w obie strony. Po lewej zauważyła coś co wyglądało na drzwi windy. Podeszła do nich i spojrzała na znajdujący się obok panel. Ostrożnie położyła na nim dłoń. Nagle rozległ się wyjący jak stado potępieńców alarm, a gdzieś nad nią rozbrzmiał wyprany z emocji Głos z brytyjskim akcentem.
-Nieautoryzowany dostęp, proszę się cofnąć.
Przestraszona rozejrzała się dookoła, nijak nie mogąc określić skąd dochodzi ten Głos.
-Bez paniki to tylko mój AI, nazywa się Jarvis. Zapomniałem mu powiedzieć żeby przyznał ci dostęp.-odezwał się ktoś za nią.
Obejrzawszy się zauważyła mężczyznę w średnim wieku o czekoladowych włosach i takich samych oczach.
-Przepraszam ale kim pan jest?-zapytała niepewnie.
-Anthony Edward Stark dla znajomych Tony- superbohater, playboy, milioner i filantrop.-odpowiedział szczerząc zęby.- A ty kotku?
-Hope, po prostu Hope.
-Miło mi, po prostu Hope. Masz ochotę na obiad? Dziś gotuje kapitan mrożonka więc jest szansa na normalne żarcie.
-Kto gotuje?-zapytała ze zdumieniem
Tony wywrócił oczami.
-Znaczy się Steve, chyba go poznałaś nie?-odpowiedział wesoło.
-Tak tylko nie bardzo rozumiem czemu nazywa go pan kapitanem mrożonką.
-Po pierwsze-zaczął brunet-nie pan, tylko Tony, a jeśli chodzi o kapitana mrożonkę to sama go zapytaj. A teraz chodźmy w końcu coś zjeść.- zakończył swój monolog ze zniecierpliwieniem milioner.
Idąc za swoim przewodnikiem Hope stwierdziła że, chyba polubiła Tony'ego i jego poczucie humoru. Kiedy weszli do kuchni, po pokonaniu dwóch pięter, powitał ją apetyczny zapach i uśmiechnięty Steve krzątający się po kuchni.
Hope usiadła przy dużym stole obserwując blondyna, który właśnie wyciągnął z piekarnika zachęcająco wyglądającą zapiekankę. W tym momencie do kuchni weszły kolejne cztery osoby-trzech mężczyzn i jedna kobieta. Uwagę Hope przykuł szczególnie potężnie zbudowany blondyn, ubrany w zbroję i powiewającą czerwoną pelerynę. Wyglądał jakby się urwał ze zjazdu fanów fantastyki. Musiała mieć dość głupią minę bo Tony zaczął się śmiać w sposób niekontrolowany, a Steve wydał z siebie zduszony chichot. Natomiast  właściciel tego stroju całkowicie zignorował nagłe zainteresowanie jego osobą i opadł na krzesło obok Hope.
-No więc- powiedział Strak gdy trochę się uspokoił, a reszta zajęła miejsca przy stole.- witamy w naszej wesołej, lekko dysfunkcyjnej rodzince.

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 1 cz.1

Cześć. To dopiero pierwsza z dwóch części pierwszego rozdziału. Przepraszam na przyszłość postaram się wstawiać całe, ale mam teraz bardzo mało czasu, jutro wyjeżdżam na obóz i nie udało mi się dokończyć tego rozdziału. Mam nadzieję, że się spodoba. Enjoy!
Rozdział 1 cz.1
Umieranie jest jak tonięcie. Tonięcie w ciszy i mroku. Jak skok z wysokiego klifu prosto w wzburzone morze ciemności. Tylko, że ona raczej nie była martwa. Przecież gdyby tak było to nie powinna być świadoma swojego ciała. Spróbowała poruszyć palcami. Przyszło jej to z pewnym trudem ale się udało. A gdyby tak...
Z wielkim wysiłkiem otworzyła oczy. Natychmiast oślepił ją blask słońca wlewający się przez okno. Kiedy jej oczy przywykły do tej niespodziewanej jasności spostrzegła śpiącego na krześle przy jej łóżku mężczyznę. Był mocno zbudowany i wysoki. Na młodą twarz opadały blond włosy, będące w dość dużym nieładzie. Wyglądał jakby spał po raz pierwszy od wielu dni o czym świadczyły wyraźne cienie pod oczami. Była ciekawa co to za jeden.
Po chwili jednak w jej głowie pojawiło się więcej bardziej domagających się odpowiedzi pytań. Gdzie się właściwie znajdowała? Jak tu trafiła? Kim tak właściwie była ona sama?
Z przerażeniem zdała sobie sprawę, że w jej pamięci widnieje jedna wielka, biała plama. Żadnych wspomnień, znajomych twarzy. Tylko jedno jedyne słowo-Hope. Nie wiedziała skąd ale była pewna, że to jej imię. Po zastanowieniu stwierdziła, iż jest całkiem ładne.
-Hope.- wyszeptała smakując to słowo.
Na ten dźwięk jej śpiący dotąd towarzysz poruszył się i otworzył oczy. Spojrzał na nią z pewnym niepokojem jednak po chwili uśmiechnął się przyjaźnie.
-Jak się czujesz?-zapytał.
Chciała odpowiedzieć, że dobrze ale w jej ustach i gardle powstała miniaturowa wersja Sahary. Wydała z siebie tylko nieokreślony charkot. Słysząc to mężczyzna wyszedł z pokoju i po chwili wrócił ze szklanką wody, którą jej podał. Zaczęła łapczywie pić.Chłodna woda spływająca do gardła była błogosławieństwem. Nawet nie spostrzegła kiedy opróżniła całą szklankę.
-Dziękuję, już mi lepiej.-powiedziała z wdzięcznością.
-Nie ma za co. Tak w ogóle, jestem Steve.
-Miło cię poznać. Jestem Hope.-zawachała się-Chyba... Co mi się stało?
-Mój eee... znajomy znalazł cię nieprzytomną na ulicy. Niestety nic więcej nie wiem.-odpowiedział ze smutkiem.
-Nie przejmuj się to nie twoja wina.-naprawdę wyglądał na strapionego i poczuła się winna.
W tym momencie z jej brzucha dobiegło głośne burczenie. Steve zaśmiał się cicho.
-Chyba zgłodniałaś. W szafie jest trochę ubrań, które powinny być na ciebie dobre. Kiedy się przebierzesz możesz zejść do kuchni, akurat pora luchu. Obdarzył ją ostatnim przyjaznym uśmiechem i wyszedł z pokoju cicho zamykając za sobą drzwi.
Hope ostrożnie postawiła bose stopy na podłodze i powoli wstała. Nadal czuła się bardzo słaba. Kiedy otworzyła drzwi szafy znalazła tylko kilka wyglądających na męskie koszulek, dresowe spodnie i parę bardzo,bardzo obcisłych, czarnych rurek.
-Nie ma mowy.-mruknęła patrząc na czarne spodnie.
Zdecydowała się na założenie znoszonych dresów i za dużego podkoszulka z napisem ,,Stark Industries”. Było to lepsze od męskiej piżamy w rozmiarze XXL, w której się obudziła.

piątek, 12 czerwca 2015

Powitanie

Witajcie,witajcie w tym niewielkim kawałku internetu, który zagospodaruję moją radosna twórczością. Przedstawiam wam prolog do mojego fanfic na temat Avengers'ów oraz oczywiście Lokiego. Powstał on głównie na podstawie filmów ,,Thor'' oraz ,,Avengers''. Mam nadzieję ,że przypadnie wam do gustu zarówno fabuła jak i mój sposób pisania. Nie zapomnijcie komentować szczególnie jeśli macie jakieś uwagi i rady, ponieważ dopiero zaczynam moją przygodę z pisaniem i jestem otwarta na wasze sugestie. Przepraszam również za wszelkie błędy interpunkcyjne i ortograficzne. Zapraszam do czytania.

~Prolog~
Życie superbohatera nie należało do tych z gatunku beztroskich,spokojnych i pełnych rutyny. Tony Stark doskonale o tym wiedział. Ratowanie świata przed atakiem paskudnych, wielkich kosmitów z innego wymiaru czy też walka ze złoczyńcami-codzienność. Jak również zmaganie się z chordami wścibskich dziennikarzy, którzy wszędzie szukają skandali i całymi rzeszami fanów błagających o zdjęcia, autografy i nie wiadomo co jeszcze. Kiedy jednak wraca się do domu po kolejnym jakże nudnym, irytującym bankiecie, marzy się o wygodnym łóżku a nie o znalezieniu pod swoimi drzwiami... No właśnie. Pod drzwiami Stark Tower, obecnej bazy Avengers'ów leżało ciało młodej dziewczyny. Mogła mieć jakieś dwadzieścia lat. Tony zamarł patrząc na nie z mieszaniną zdumienia i strachu. Powoli, ostrożnie pochylił się nad nim sprawdzając puls. Odetchnął z ulgą-żyła.
Przyjrzawszy się jej uważniej dostrzegł ,że jest nienaturalnie wychudzona, a jej ciało pokrywają liczne siniaki i wciąż krwawiące rozcięcia. Na drobną, wymizerowaną twarz opadały jej krótkie, ciemnoblond włosy wyglądające jakby je ścięto tępymi nożycami do trawy.
Najdelikatniej jak umiał wziął ją na ręce i ruszył w stronę windy.
Kiedy drzwi windy powoli rozsunęły się ukazując ogromny salon Stark Tower, Tony natychmiast zauważył ,że w ich kwaterze odbywa się jeden z licznych wieczorków filmowych. Na długiej, czerwonej kanapie, przed plazmowym telewizorem leżeli rozwaleni Thor, Clint oraz Steve z wielgachną miską popcornu. Natasha zajęła swój ulubiony fotel, który zapadał się pod jej ciężarem niczym truskawkowa galaretka. Bruce jak można się było spodziewać, siedział po turecku na dywanie i popijał kakao. Stark nigdy nie mógł zrozumieć jak można pić to przesłodzone świństwo.
-No nareszcie jesteś Ton...-zawołał Barton z kanapy, ale urwał w pół słowa widząc nieprzytomną dziewczynę w ramionach milionera.
Tymczasem Banner podniósł się z dywanu i podszedł do nich, przyglądając się nieznajomej fachowym okiem lekarza. Po chwili z westchnieniem wyciągnął okulary z kieszeni i założywszy je na nos stwierdził: Zapowiada się długa noc.
Stark z niechęcią przyznał mu rację. Nawet on był w stanie spostrzec ,że dziewczyna potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej.
-To bierzmy się do roboty doktorku-powiedział z goryczą idąc do kuchni po niezbędną w takich sytuacjach dawkę kofeiny. Steve również się podniósł. Jako żołnierz miał całkiem niezłe doświadczenie w takich wypadkach.
I tak upłynęła kolejna bezsenna noc w Stark Tower, przerywana tylko krótkimi wycieczkami do kuchni po kawę i przekąski.