Cześć. To dopiero pierwsza z dwóch części pierwszego rozdziału. Przepraszam na przyszłość postaram się wstawiać całe, ale mam teraz bardzo mało czasu, jutro wyjeżdżam na obóz i nie udało mi się dokończyć tego rozdziału. Mam nadzieję, że się spodoba. Enjoy!
Rozdział 1 cz.1
Umieranie jest jak tonięcie. Tonięcie w ciszy i mroku. Jak skok z
wysokiego klifu prosto w wzburzone morze ciemności. Tylko, że ona
raczej nie była martwa. Przecież gdyby tak było to nie powinna być
świadoma swojego ciała. Spróbowała poruszyć palcami. Przyszło
jej to z pewnym trudem ale się udało. A gdyby tak...
Z
wielkim wysiłkiem otworzyła oczy. Natychmiast oślepił ją blask
słońca wlewający się przez okno. Kiedy jej oczy przywykły do tej
niespodziewanej jasności spostrzegła śpiącego na krześle przy
jej łóżku mężczyznę. Był mocno zbudowany i wysoki. Na młodą
twarz opadały blond włosy, będące w dość dużym nieładzie.
Wyglądał jakby spał po raz pierwszy od wielu dni o czym świadczyły
wyraźne cienie pod oczami. Była ciekawa co to za jeden.
Po chwili jednak w jej głowie pojawiło się więcej bardziej
domagających się odpowiedzi pytań. Gdzie się właściwie
znajdowała? Jak tu trafiła? Kim tak właściwie była ona sama?
Z
przerażeniem zdała sobie sprawę, że w jej pamięci widnieje jedna
wielka, biała plama. Żadnych wspomnień, znajomych twarzy. Tylko
jedno jedyne słowo-Hope. Nie wiedziała skąd ale była pewna, że
to jej imię. Po zastanowieniu stwierdziła, iż jest całkiem ładne.
-Hope.- wyszeptała smakując to słowo.
Na ten dźwięk jej śpiący dotąd towarzysz poruszył się i
otworzył oczy. Spojrzał na nią z pewnym niepokojem jednak po
chwili uśmiechnął się przyjaźnie.
-Jak się czujesz?-zapytał.
Chciała odpowiedzieć, że dobrze ale w jej ustach i gardle powstała
miniaturowa wersja Sahary. Wydała z siebie tylko nieokreślony
charkot. Słysząc to mężczyzna wyszedł z pokoju i po chwili
wrócił ze szklanką wody, którą jej podał. Zaczęła łapczywie
pić.Chłodna woda spływająca do gardła była błogosławieństwem.
Nawet nie spostrzegła kiedy opróżniła całą szklankę.
-Dziękuję, już mi lepiej.-powiedziała z wdzięcznością.
-Nie ma za co. Tak w ogóle, jestem Steve.
-Miło cię poznać. Jestem Hope.-zawachała się-Chyba... Co mi się
stało?
-Mój eee... znajomy znalazł cię nieprzytomną na ulicy. Niestety
nic więcej nie wiem.-odpowiedział ze smutkiem.
-Nie przejmuj się to nie twoja wina.-naprawdę wyglądał na
strapionego i poczuła się winna.
W tym momencie z jej brzucha dobiegło głośne burczenie. Steve
zaśmiał się cicho.
-Chyba zgłodniałaś. W szafie jest trochę ubrań, które powinny
być na ciebie dobre. Kiedy się przebierzesz możesz zejść do
kuchni, akurat pora luchu. Obdarzył ją ostatnim przyjaznym
uśmiechem i wyszedł z pokoju cicho zamykając za sobą drzwi.
Hope ostrożnie postawiła bose stopy na podłodze i powoli wstała.
Nadal czuła się bardzo słaba. Kiedy otworzyła drzwi szafy
znalazła tylko kilka wyglądających na męskie koszulek, dresowe
spodnie i parę bardzo,bardzo obcisłych, czarnych rurek.
-Nie ma mowy.-mruknęła patrząc na czarne spodnie.
Zdecydowała się na założenie znoszonych dresów i za dużego
podkoszulka z napisem ,,Stark Industries”. Było to lepsze od
męskiej piżamy w rozmiarze XXL, w której się obudziła.