sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 1 cz.1

Cześć. To dopiero pierwsza z dwóch części pierwszego rozdziału. Przepraszam na przyszłość postaram się wstawiać całe, ale mam teraz bardzo mało czasu, jutro wyjeżdżam na obóz i nie udało mi się dokończyć tego rozdziału. Mam nadzieję, że się spodoba. Enjoy!
Rozdział 1 cz.1
Umieranie jest jak tonięcie. Tonięcie w ciszy i mroku. Jak skok z wysokiego klifu prosto w wzburzone morze ciemności. Tylko, że ona raczej nie była martwa. Przecież gdyby tak było to nie powinna być świadoma swojego ciała. Spróbowała poruszyć palcami. Przyszło jej to z pewnym trudem ale się udało. A gdyby tak...
Z wielkim wysiłkiem otworzyła oczy. Natychmiast oślepił ją blask słońca wlewający się przez okno. Kiedy jej oczy przywykły do tej niespodziewanej jasności spostrzegła śpiącego na krześle przy jej łóżku mężczyznę. Był mocno zbudowany i wysoki. Na młodą twarz opadały blond włosy, będące w dość dużym nieładzie. Wyglądał jakby spał po raz pierwszy od wielu dni o czym świadczyły wyraźne cienie pod oczami. Była ciekawa co to za jeden.
Po chwili jednak w jej głowie pojawiło się więcej bardziej domagających się odpowiedzi pytań. Gdzie się właściwie znajdowała? Jak tu trafiła? Kim tak właściwie była ona sama?
Z przerażeniem zdała sobie sprawę, że w jej pamięci widnieje jedna wielka, biała plama. Żadnych wspomnień, znajomych twarzy. Tylko jedno jedyne słowo-Hope. Nie wiedziała skąd ale była pewna, że to jej imię. Po zastanowieniu stwierdziła, iż jest całkiem ładne.
-Hope.- wyszeptała smakując to słowo.
Na ten dźwięk jej śpiący dotąd towarzysz poruszył się i otworzył oczy. Spojrzał na nią z pewnym niepokojem jednak po chwili uśmiechnął się przyjaźnie.
-Jak się czujesz?-zapytał.
Chciała odpowiedzieć, że dobrze ale w jej ustach i gardle powstała miniaturowa wersja Sahary. Wydała z siebie tylko nieokreślony charkot. Słysząc to mężczyzna wyszedł z pokoju i po chwili wrócił ze szklanką wody, którą jej podał. Zaczęła łapczywie pić.Chłodna woda spływająca do gardła była błogosławieństwem. Nawet nie spostrzegła kiedy opróżniła całą szklankę.
-Dziękuję, już mi lepiej.-powiedziała z wdzięcznością.
-Nie ma za co. Tak w ogóle, jestem Steve.
-Miło cię poznać. Jestem Hope.-zawachała się-Chyba... Co mi się stało?
-Mój eee... znajomy znalazł cię nieprzytomną na ulicy. Niestety nic więcej nie wiem.-odpowiedział ze smutkiem.
-Nie przejmuj się to nie twoja wina.-naprawdę wyglądał na strapionego i poczuła się winna.
W tym momencie z jej brzucha dobiegło głośne burczenie. Steve zaśmiał się cicho.
-Chyba zgłodniałaś. W szafie jest trochę ubrań, które powinny być na ciebie dobre. Kiedy się przebierzesz możesz zejść do kuchni, akurat pora luchu. Obdarzył ją ostatnim przyjaznym uśmiechem i wyszedł z pokoju cicho zamykając za sobą drzwi.
Hope ostrożnie postawiła bose stopy na podłodze i powoli wstała. Nadal czuła się bardzo słaba. Kiedy otworzyła drzwi szafy znalazła tylko kilka wyglądających na męskie koszulek, dresowe spodnie i parę bardzo,bardzo obcisłych, czarnych rurek.
-Nie ma mowy.-mruknęła patrząc na czarne spodnie.
Zdecydowała się na założenie znoszonych dresów i za dużego podkoszulka z napisem ,,Stark Industries”. Było to lepsze od męskiej piżamy w rozmiarze XXL, w której się obudziła.

piątek, 12 czerwca 2015

Powitanie

Witajcie,witajcie w tym niewielkim kawałku internetu, który zagospodaruję moją radosna twórczością. Przedstawiam wam prolog do mojego fanfic na temat Avengers'ów oraz oczywiście Lokiego. Powstał on głównie na podstawie filmów ,,Thor'' oraz ,,Avengers''. Mam nadzieję ,że przypadnie wam do gustu zarówno fabuła jak i mój sposób pisania. Nie zapomnijcie komentować szczególnie jeśli macie jakieś uwagi i rady, ponieważ dopiero zaczynam moją przygodę z pisaniem i jestem otwarta na wasze sugestie. Przepraszam również za wszelkie błędy interpunkcyjne i ortograficzne. Zapraszam do czytania.

~Prolog~
Życie superbohatera nie należało do tych z gatunku beztroskich,spokojnych i pełnych rutyny. Tony Stark doskonale o tym wiedział. Ratowanie świata przed atakiem paskudnych, wielkich kosmitów z innego wymiaru czy też walka ze złoczyńcami-codzienność. Jak również zmaganie się z chordami wścibskich dziennikarzy, którzy wszędzie szukają skandali i całymi rzeszami fanów błagających o zdjęcia, autografy i nie wiadomo co jeszcze. Kiedy jednak wraca się do domu po kolejnym jakże nudnym, irytującym bankiecie, marzy się o wygodnym łóżku a nie o znalezieniu pod swoimi drzwiami... No właśnie. Pod drzwiami Stark Tower, obecnej bazy Avengers'ów leżało ciało młodej dziewczyny. Mogła mieć jakieś dwadzieścia lat. Tony zamarł patrząc na nie z mieszaniną zdumienia i strachu. Powoli, ostrożnie pochylił się nad nim sprawdzając puls. Odetchnął z ulgą-żyła.
Przyjrzawszy się jej uważniej dostrzegł ,że jest nienaturalnie wychudzona, a jej ciało pokrywają liczne siniaki i wciąż krwawiące rozcięcia. Na drobną, wymizerowaną twarz opadały jej krótkie, ciemnoblond włosy wyglądające jakby je ścięto tępymi nożycami do trawy.
Najdelikatniej jak umiał wziął ją na ręce i ruszył w stronę windy.
Kiedy drzwi windy powoli rozsunęły się ukazując ogromny salon Stark Tower, Tony natychmiast zauważył ,że w ich kwaterze odbywa się jeden z licznych wieczorków filmowych. Na długiej, czerwonej kanapie, przed plazmowym telewizorem leżeli rozwaleni Thor, Clint oraz Steve z wielgachną miską popcornu. Natasha zajęła swój ulubiony fotel, który zapadał się pod jej ciężarem niczym truskawkowa galaretka. Bruce jak można się było spodziewać, siedział po turecku na dywanie i popijał kakao. Stark nigdy nie mógł zrozumieć jak można pić to przesłodzone świństwo.
-No nareszcie jesteś Ton...-zawołał Barton z kanapy, ale urwał w pół słowa widząc nieprzytomną dziewczynę w ramionach milionera.
Tymczasem Banner podniósł się z dywanu i podszedł do nich, przyglądając się nieznajomej fachowym okiem lekarza. Po chwili z westchnieniem wyciągnął okulary z kieszeni i założywszy je na nos stwierdził: Zapowiada się długa noc.
Stark z niechęcią przyznał mu rację. Nawet on był w stanie spostrzec ,że dziewczyna potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej.
-To bierzmy się do roboty doktorku-powiedział z goryczą idąc do kuchni po niezbędną w takich sytuacjach dawkę kofeiny. Steve również się podniósł. Jako żołnierz miał całkiem niezłe doświadczenie w takich wypadkach.
I tak upłynęła kolejna bezsenna noc w Stark Tower, przerywana tylko krótkimi wycieczkami do kuchni po kawę i przekąski.