~Prolog~
Życie
superbohatera nie należało do tych z gatunku beztroskich,spokojnych
i pełnych rutyny. Tony Stark doskonale o tym wiedział. Ratowanie
świata przed atakiem paskudnych, wielkich kosmitów z innego wymiaru
czy też walka ze złoczyńcami-codzienność. Jak również
zmaganie się z chordami wścibskich dziennikarzy, którzy wszędzie
szukają skandali i całymi rzeszami fanów błagających o zdjęcia,
autografy i nie wiadomo co jeszcze. Kiedy jednak wraca się do domu
po kolejnym jakże nudnym, irytującym bankiecie, marzy się o
wygodnym łóżku a nie o znalezieniu pod swoimi drzwiami... No
właśnie. Pod drzwiami Stark Tower, obecnej bazy Avengers'ów leżało
ciało młodej dziewczyny. Mogła mieć jakieś dwadzieścia lat.
Tony zamarł patrząc na nie z mieszaniną zdumienia i strachu.
Powoli, ostrożnie pochylił się nad nim sprawdzając puls.
Odetchnął z ulgą-żyła.
Przyjrzawszy
się jej uważniej dostrzegł ,że jest nienaturalnie wychudzona, a
jej ciało pokrywają liczne siniaki i wciąż krwawiące rozcięcia.
Na drobną, wymizerowaną twarz opadały jej krótkie, ciemnoblond
włosy wyglądające jakby je ścięto tępymi nożycami do trawy.
Najdelikatniej
jak umiał wziął ją na ręce i ruszył w stronę windy.
Kiedy
drzwi windy powoli rozsunęły się ukazując ogromny salon Stark
Tower, Tony natychmiast zauważył ,że w ich kwaterze odbywa się
jeden z licznych wieczorków filmowych. Na długiej, czerwonej
kanapie, przed plazmowym telewizorem leżeli rozwaleni Thor, Clint
oraz Steve z wielgachną miską popcornu. Natasha zajęła swój
ulubiony fotel, który zapadał się pod jej ciężarem niczym
truskawkowa galaretka. Bruce jak można się było spodziewać,
siedział po turecku na dywanie i popijał kakao. Stark nigdy nie
mógł zrozumieć jak można pić to przesłodzone świństwo.
-No
nareszcie jesteś Ton...-zawołał Barton z kanapy, ale urwał w pół
słowa widząc nieprzytomną dziewczynę w ramionach milionera.
Tymczasem
Banner podniósł się z dywanu i podszedł do nich, przyglądając
się nieznajomej fachowym okiem lekarza. Po chwili z westchnieniem
wyciągnął okulary z kieszeni i założywszy je na nos stwierdził:
Zapowiada się długa noc.
Stark
z niechęcią przyznał mu rację. Nawet on był w stanie spostrzec
,że dziewczyna potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej.
-To
bierzmy się do roboty doktorku-powiedział z goryczą idąc do
kuchni po niezbędną w takich sytuacjach dawkę kofeiny. Steve
również się podniósł. Jako żołnierz miał całkiem niezłe
doświadczenie w takich wypadkach.
I
tak upłynęła kolejna bezsenna noc w Stark Tower, przerywana tylko
krótkimi wycieczkami do kuchni po kawę i przekąski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz