Pozdrawiam
Sophy
Rozdział 3
Życie
w kwaterze Avegers okazało się zadziwiająco zwyczajne. No cóż na
tyle na ile normalne może być mieszkanie pod jednym dachem z bogiem
błyskawic, dwójką tajnych agentów, miliarderem, super żołnierzem
oraz doktorem z którego sporadycznie wychodzi zielony potwór. Na
początku Hope miała spore trudności z odnalezieniem się w nowym
otoczeniu. Czuła się zagubiona i ciągle nie potrafiła odtworzyć
nic ze swojej przyszłości. Jednak już po nie całym miesiącu
poczuła się jak w domu. Steve zdołał przekonać resztę żeby
pozwolili jej zostać. Co prawda Natasha i Clint wciąż ją uważnie
obserwowali, ale nawet oni zawali się przyzwyczajać do jej
obecności. Czasem była nawet całkiem pomocna, dzięki nowo
odkrytym talencie do leczenia i opatrywania wszelkich ran czy
kontuzji. Zastanawiała się czy może przed utratą wspomnień była
pielęgniarką lub kimś podobnym. Jej zdolności były dość
przydatne kiedy superbohaterowie wracali z misji,często pobijani i
poranieni. Miło było wiedzieć że, jest się potrzebnym. Mieć
cel.
Pewnego
popołudnia,siedząc w salonie Stark Tower Hope odkryła kolejną
zadziwiającą rzecz. Czekała właśnie na powrót reszty z kolejnej
misji. Była dość znudzona więc zaczęła szukać sobie jakiegoś
ciekawego zajęcia. W kącie pokoju stała piękna i pewnie
kosmicznie droga gitara elektryczna.
-Chyba
Tony się nie obrazi jak sobie pożyczę- mruknęła ostrożnie
biorąc instrument do ręki.-W sumie i tak z niej nie korzysta.
Podłączywszy
gitarę do głośników na próbę uderzyła struny kostką. Po paru
uderzeniach spróbowała zagrać jakiś kawałek. Ku swojemu
ogromnemu zdziwieniu jej palce zaczęły poruszać się w sposób tak
naturalny jakby nie robiła nic innego przez całe życie. Melodia,
którą grała byłą wolna i smutna, przypominająca rockową
balladę. Grała dalej czując cudowne odprężenie i szczęście.
Wydawało jej się, że mogła by to robić godzinami. Kiedy
skończyła grać nieznaną balladę, spróbowała czegoś szybszego.
Tym razem rozpoznała grany utwór. Był to Thunderstruck zespołu
ACDC, jeden z ulubionych kawałków Toniego. Muzyka tak ją
pochłonęła że, nie zauważyła powrotu Avengers'ów. Dopiero
kiedy skończyła grać obejrzała się przez ramię i spostrzegła
cały zespół znajdujący się obecnie w stanie no cóż, silnego
szoku. Pierwszym, który odzyskał głos był jak można się było
spodziewać Tony.
-No,no
chyba mamy tu gwiazdę rocka z zanikiem pamięci. Może powinniśmy
sprawdzić czy ktoś taki ostatnio nie zaginął- powiedział
szczerząc zęby w uśmiechu.
Wszyscy
się roześmiali, a niezręczna cisza natychmiast zniknęła. Od tego
czasu Hope często przesiadywała w salonie i grała. Czasem zespół
przychodził posłuchać, ale wolała grać gdy była sama. Potrafiła
się wtedy zatracić w granej melodii i całkowicie odpływała w
świat muzyki.
Kolejnym
niezapowiedzianym wydarzeniem była dość nietypowa propozycja
Natashy. Pewnego wieczoru przyszła do pokoju Hope i zaproponowała
wspólny trening.
-Skoro
już tu mieszkasz, powinnaś umieć sama się obronić-powiedziała
patrząc na nią krytycznie.
Hope
musiała przyznać jej rację. Stark Tower może w każdej chwili
paść ofiarą ataku, a Avegers'ów może akurat nie być w pobliżu.
To
chyba niezły pomysł-zgodziła się.
-Bądź
gotowa jutro o 5:30 rano i załóż coś odpowiedniego do biegania-
zakomenderowała
Natasha
po czym wyszła z pokoju.
Hope
uśmiechnęła się. Może Romanoff nadal nie była zbyt uprzejma
ale, zdawała się powoli akceptować jej obecność. Po prostu
potrzebowała czasu. A trening mógł być naprawdę przydatny,
stwierdziła nastawiając budzik.
*
Już
po pierwszym treningu Hope zaczęła wątpić czy zgoda na to była
dobrym pomysłem. Lekcja zaczęła się od godzinnego biegu po
mieście, który okazał się być ledwie rozgrzewką. Następnie
wróciły do Stark Tower i udały się do siłowni. Po kolejnych
trzydziestu minutach najróżniejszych zabójczych ćwiczeń Natasha
ogłosiła krótką przerwę. Zlana potem z jękiem padła na
ziemię. Wszystko ją bolało. Natasha rzuciła jej butelkę wody.
-Masz
fatalną kondycję- stwierdziła krytycznie.
Po
tej stanowczo z krótkiej przerwie przystąpiły do
ćwiczenia kilku prostych ciosów oraz uników. Szło jej całkiem
nieźle, choć agentka nie była cierpliwą nauczycielką. Zanim
udało jej się pojąć te kilka chwytów, Natasha kilkakrotnie
rozłożyła ją na łopatki. Kiedy skończyły Hope, cała
obolała ruszyła pod prysznic. Po kwadransie spędzonym pod
strumieniami gorącej wody poczuła się o niebo lepiej. Rozczesując
swoje wciąż wilgotne krótkie włosy, weszła do salonu. Tony
rozwalony na kanapie uśmiechnął się do niej.
-Co
tam? Nat dała ci w kość?- zapytał
-I to
jak- jęknęła opadając na miejsce obok niego. Zdążyła naprawdę
polubić Starka i z wzajemnością. Często razem dowcipkowali i
przekomarzali się. On nauczył ją obsługi najnowszego tabletu Stark
Industries, a ona często grała mu jego ulubione kawałki. Mieli
dość podobny gust muzyczny oraz to samo ironiczne poczucie humoru. Stali się sobie bardzo bliscy.
-Wiem
że, może teraz ciężko ci w to uwierzyć, ale Nat wie co robi.
Powinnaś słuchać jej rad- powiedział Tony.
-No
skoro genialny Tony Stark tak twierdzi to na pewno prawda- zaśmiała
się.
W tym
momencie z kuchni wyłonił się Steve, który po raz kolejny dał
się namówić na gotowanie obiadu.
-Witaj
Kapitanie Mrożonka!- Tony wyszczerzył się do niego.
Rogers
przewrócił oczami, ale się uśmiechnął. Nagle rozległ się
mechaniczny głos Jarvisa.
-Panie
Stark, informuję że, wykryłem znaczny skok energii
elektromagnetycznej, zwykle towarzyszący transferom z Asgardu.
Cała
trójka zamarła zaskoczona.
-Gdzie?-
zapytał Tony, który całkowicie spoważniał.
-Przesłałem
dokładne dane do pańskiej zbroi. Czy mam wezwać pozostałych
członków zespołu?
-
Niech zbiorą się na dachu.
Po
czym on i Steve pobiegli się przygotować do kolejnej misji.
Całkowicie zapomnieli o Hope która nadal siedziała na kanapie
zastanawiając się co to mogło oznaczać. Ich gwałtowna reakcja
wydała jej się bardzo nietypowa.