Tak więc oto jest rozdział drugi. Mam nadzieję że, wyczekiwany xd. Jeśli się spodoba albo jeśli będziecie mieć jakieś uwagi to komentujcie. Dziękuję też za tak dużą, w każdym razie jak dla mnie, aktywność na blogu. To bardzo motywuje i nie pozwala mi się rozleniwiać w kwestii pisania. Przy okazji, pozdrawiam wszystkich fanów Lokiego i zapraszam do zostania tu na dłużej, bo będzie go tu sporo. Życzę udanych ostatnich dni wakacji i zapraszam do czytania.
Rozdział 2
W
sali tronowej Azgardu panowało wielkie poruszenie. To właśnie dziś
miał zostać osądzony przybrany syn Odyna-Loki. Sam oskarżony
właśnie został wprowadzony do sali i stał teraz, zakuty
łańcuchem,z magicznym kneblem na ustach przed obliczem Wszechojca.
Zewsząd dochodziły pomruki i szepty wszystkich zgromadzonych asów.
-Loki
Laufeysonie- rozbrzmiał donośny głos Odyna-przyprowadzono cie tu
dziś abyś odpowiedział za swoje zbrodnie popełnione w granicach
wszystkich dziewięciu światów. Sprawiedliwą karą za takie
przewinienia jest śmierć, jednak...
Przerwał mu ryk jaki powstał po tych słowach. Wszyscy zgromadzeni
zaczęli jak jeden mąż skandować: Śmierć zdrajcy! Nich ginie!
Loki spojrzał na nich z politowaniem. Ci, jakby się zdawało wielcy
i mądrzy azgardczycy nagle zaczęli się zachowywać jak
rozwrzeszczana gawiedź pragnąca rozrywki. Ci, którzy wynosili się
ponad inne rasy teraz zachowywali się jak bezmyślni śmiertelnicy.Oni jednak, mogli przesądzić o jego losie. Jeśli Wszechojciec
uzna za stosowne posłuchać głosu swych poddanych to Psotnika czeka
marny koniec. W tym momencie Odyn uderzył swą włócznią o ziemię
i zapadła cisza.
-Jak
mówiłem zasłużyłeś na śmierć,jednak skoro ten proces ma być
sprawiedliwy dam ci szansę na obronę.
W
tym momencie zaklęcie kneblujące Lokiego zniknęło, dając mu
możliwość swobodnego mówienia. Miał już przygotowaną linię
obrony. Podczas odsiadki w celi długo zastanawiał się nad tym jak
wywinąć się z tej na pozór, rozpaczliwej sytuacji. Pewien pomysł
wpadł mu do głowy, ale wzdragał się przed
tym co musiał powiedzieć. Oznaczało to dla niego przyznanie się
do porażki i poniżenie, ale nie miał wyboru.
-Wszechojcze- zaczął
pozornie spokojnym i wypranym z emocji głosem-tak przyznaję się do
przymierza z Chituari i najechania na ziemie Midgardu, jednak pozwolę
sobie zauważyć że,całkiem niedawno podobnego postępku dopuścił
się Thor. Chyba wszyscy pamiętają jak bezpodstawnie zaatakował
Jotunhaim co prawie doprowadziło do kolejnej wielkiej wojny, która
zakończyłaby się zagładą tysięcy, może nawet milionów.
Sprawiedliwą karą za te czyny również byłaby śmierć, a jednak
zamiast tego został on skazany na trwające dosyć krótko wygnanie
do krainy śmiertelników.
Odyn spojrzał na Lokiego zagadkowym wzrokiem i zamyślił się na
chwilę.
-To
prawda, dlatego dla ciebie od początku też przewidywałem taką
samą karę.
W
Lokim zagotowała się wściekłość i oburzenie. Więc to taki był
plan Wszechojca, zmusić go by sam się poniżył zanim zostanie
wygnany. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego ile kosztuję Boga
Złośliwości porównanie się do znienawidzonego brata i okrutnie
to wykorzystał.
-Niniejszym
skazuję ciebie, Loki synu Laufeya na banicję. Zostaniesz zesłany
do Midgardu i pozbawiony swoich mocy do czasu aż odpokutujesz za
swoje zbrodnie.-Zakończył swą wypowiedź Odyn i uniósł obie
ręce.
Nagle Psotnik poczuł jak opuszcza go jego magia, jak wypływa z
niego, pozostawiając go boleśnie pustym. Próbował to powstrzymać
ale, wtedy poczuł silny ból i zrozumiał-nie było sensu walczyć,
nie dało się tego powstrzymać. Kiedy cała moc została mu
odebrana, dwoje strażników wyprowadziło go z sali i ruszyło za
Odynem w stronę Bifrostu.
Gdy tam dotarli Haimdall otworzył portal prowadzący na Ziemię.
-Twoje
moce nie są stracone na zawsze Loki- powiedział jeszcze
Wszechojciec- wrócą jeśli na nie zasłużysz i tylko wtedy więc
nie próbuj żadnych innych sztuczek. Kiedy powrócą droga do
Asgardu będzie stała otworem. Wystarczy że, wezwiesz Heimdalla i
wrócisz do domu.
-To
nie jest mój dom!-warknął Loki.
W
oczach Odyna zagościł smutek kiedy spojrzał ostatnie raz na swego
przybranego syna. Jego twarz była ostatnim co Loki ujrzał. Potem
pochłonął go wielobarwny wir portalu.
*
Bycie śmiertelnym to chyba najgorsze co można sobie wyobrazić. To była pierwsza myśl jaka pojawiła
się w głowie Lokiego po odzyskaniu przytomności. Wszystko go
bolało, a szczególnie żebra. Jak podejrzewał miał co najmniej dwa
pęknięte. Kiedy tylko przestał widzieć podwójnie spróbował
wstać i przejść parę kroków.
Nie udało mu się nawet pewnie stanąć na nogi. Natychmiast z jękiem
upadł na ziemię, chwytając za kostkę, która wprost
niemiłosiernie bolała. Rozejrzał się ze złością. No tak.
Znajdował się na jakimś pustkowiu, był środek nocy a on nie miał
nawet pojęcia, w którą stronę powinien się udać. Musiał się
jednak stąd ruszyć,przecież nie będzie tu siedział w
nieskończoność jest w końcu księciem Asgardu do jasnej cholery.
-Zdegradowanym
do rangi zwykłego śmiertelnika- odezwał się złośliwy głosik w
jego głowie.
Kolejna próba przejścia choćby paru kroków zakończyła się
podobnie jak pierwsza, a następne też nie przyniosły efektu.
Popękane żebra i skręcona kostka nie były jedynymi urazami jakich
doznał. Odkrył też dużą, krwawiącą ranę z tyłu głowy oraz
liczne sińce i zadrapania. W tym stanie nie mógł zbyt długo
utrzymać się na nogach. Nagle poczuł zawroty głowy i stracił
przytomność.