piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 2

Tak więc oto jest rozdział drugi. Mam nadzieję że, wyczekiwany xd. Jeśli się spodoba albo jeśli będziecie mieć jakieś uwagi to komentujcie. Dziękuję też za tak dużą, w każdym razie jak dla mnie, aktywność na blogu. To bardzo motywuje i nie pozwala mi się rozleniwiać w kwestii pisania. Przy okazji, pozdrawiam wszystkich fanów Lokiego i zapraszam do zostania tu na dłużej, bo będzie go tu sporo. Życzę udanych ostatnich dni wakacji i zapraszam do czytania.
Rozdział 2
W sali tronowej Azgardu panowało wielkie poruszenie. To właśnie dziś miał zostać osądzony przybrany syn Odyna-Loki. Sam oskarżony właśnie został wprowadzony do sali i stał teraz, zakuty łańcuchem,z magicznym kneblem na ustach przed obliczem Wszechojca. Zewsząd dochodziły pomruki i szepty wszystkich zgromadzonych asów.
-Loki Laufeysonie- rozbrzmiał donośny głos Odyna-przyprowadzono cie tu dziś abyś odpowiedział za swoje zbrodnie popełnione w granicach wszystkich dziewięciu światów. Sprawiedliwą karą za takie przewinienia jest śmierć, jednak...
Przerwał mu ryk jaki powstał po tych słowach. Wszyscy zgromadzeni zaczęli jak jeden mąż skandować: Śmierć zdrajcy! Nich ginie!
Loki spojrzał na nich z politowaniem. Ci, jakby się zdawało wielcy i mądrzy azgardczycy nagle zaczęli się zachowywać jak rozwrzeszczana gawiedź pragnąca rozrywki. Ci, którzy wynosili się ponad inne rasy teraz zachowywali się jak bezmyślni śmiertelnicy.Oni jednak, mogli przesądzić o jego losie. Jeśli Wszechojciec uzna za stosowne posłuchać głosu swych poddanych to Psotnika czeka marny koniec. W tym momencie Odyn uderzył swą włócznią o ziemię i zapadła cisza.
-Jak mówiłem zasłużyłeś na śmierć,jednak skoro ten proces ma być sprawiedliwy dam ci szansę na obronę.
W tym momencie zaklęcie kneblujące Lokiego zniknęło, dając mu możliwość swobodnego mówienia. Miał już przygotowaną linię obrony. Podczas odsiadki w celi długo zastanawiał się nad tym jak wywinąć się z tej na pozór, rozpaczliwej sytuacji. Pewien pomysł wpadł mu do głowy, ale wzdragał się przed tym co musiał powiedzieć. Oznaczało to dla niego przyznanie się do porażki i poniżenie, ale nie miał wyboru.
-Wszechojcze- zaczął pozornie spokojnym i wypranym z emocji głosem-tak przyznaję się do przymierza z Chituari i najechania na ziemie Midgardu, jednak pozwolę sobie zauważyć że,całkiem niedawno podobnego postępku dopuścił się Thor. Chyba wszyscy pamiętają jak bezpodstawnie zaatakował Jotunhaim co prawie doprowadziło do kolejnej wielkiej wojny, która zakończyłaby się zagładą tysięcy, może nawet milionów. Sprawiedliwą karą za te czyny również byłaby śmierć, a jednak zamiast tego został on skazany na trwające dosyć krótko wygnanie do krainy śmiertelników.
Odyn spojrzał na Lokiego zagadkowym wzrokiem i zamyślił się na chwilę.
-To prawda, dlatego dla ciebie od początku też przewidywałem taką samą karę.
W Lokim zagotowała się wściekłość i oburzenie. Więc to taki był plan Wszechojca, zmusić go by sam się poniżył zanim zostanie wygnany. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego ile kosztuję Boga Złośliwości porównanie się do znienawidzonego brata i okrutnie to wykorzystał.
-Niniejszym skazuję ciebie, Loki synu Laufeya na banicję. Zostaniesz zesłany do Midgardu i pozbawiony swoich mocy do czasu aż odpokutujesz za swoje zbrodnie.-Zakończył swą wypowiedź Odyn i uniósł obie ręce.
Nagle Psotnik poczuł jak opuszcza go jego magia, jak wypływa z niego, pozostawiając go boleśnie pustym. Próbował to powstrzymać ale, wtedy poczuł silny ból i zrozumiał-nie było sensu walczyć, nie dało się tego powstrzymać. Kiedy cała moc została mu odebrana, dwoje strażników wyprowadziło go z sali i ruszyło za Odynem w stronę Bifrostu.
Gdy tam dotarli Haimdall otworzył portal prowadzący na Ziemię.
-Twoje moce nie są stracone na zawsze Loki- powiedział jeszcze Wszechojciec- wrócą jeśli na nie zasłużysz i tylko wtedy więc nie próbuj żadnych innych sztuczek. Kiedy powrócą droga do Asgardu będzie stała otworem. Wystarczy że, wezwiesz Heimdalla i wrócisz do domu.
-To nie jest mój dom!-warknął Loki.
W oczach Odyna zagościł smutek kiedy spojrzał ostatnie raz na swego przybranego syna. Jego twarz była ostatnim co Loki ujrzał. Potem pochłonął go wielobarwny wir portalu.
*
Bycie śmiertelnym to chyba najgorsze co można sobie wyobrazić. To była pierwsza myśl jaka pojawiła się w głowie Lokiego po odzyskaniu przytomności. Wszystko go bolało, a szczególnie żebra. Jak podejrzewał miał co najmniej dwa pęknięte. Kiedy tylko przestał widzieć podwójnie spróbował wstać i przejść parę kroków. Nie udało mu się nawet pewnie stanąć na nogi. Natychmiast z jękiem upadł na ziemię, chwytając za kostkę, która wprost niemiłosiernie bolała. Rozejrzał się ze złością. No tak. Znajdował się na jakimś pustkowiu, był środek nocy a on nie miał nawet pojęcia, w którą stronę powinien się udać. Musiał się jednak stąd ruszyć,przecież nie będzie tu siedział w nieskończoność jest w końcu księciem Asgardu do jasnej cholery.
-Zdegradowanym do rangi zwykłego śmiertelnika- odezwał się złośliwy głosik w jego głowie.
Kolejna próba przejścia choćby paru kroków zakończyła się podobnie jak pierwsza, a następne też nie przyniosły efektu. Popękane żebra i skręcona kostka nie były jedynymi urazami jakich doznał. Odkrył też dużą, krwawiącą ranę z tyłu głowy oraz liczne sińce i zadrapania. W tym stanie nie mógł zbyt długo utrzymać się na nogach. Nagle poczuł zawroty głowy i stracił przytomność.

środa, 26 sierpnia 2015

Informacja
Witam, witam wszystkich czytelników tego ,,cudownego" bloga. Tak wiem, strasznie go zaniedbuję, a miałam niby częściej wstawiać rozdziały. No ale co poradzę, są wakacje i po prostu mi się nie chciało nic pisać. Ale już się zabieram za nowy rozdział, który ukarze się niebawem (no chyba, że moja wena znowu postanowi wyjechać na Malediwy). Pozdrawiam wszystkich i polecam cieszyć się ostatnimi dniami wakacji, które uciekają szybciej niż Quicksilver.
Sophy