poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 3

Cześć wszystkim! Tak znowu trochę zaniedbałam tego bloga, ale no  cóż szkoła naprawdę pochłania prawie cały mój czas wolny. Kolejny rozdział, który mam nadzieję przypadnie wam do gustu. Wszelka konstruktywna krytyka również mile widziana. Kolejnego  rozdziału wypatrujcie niebawem. Dziękuję też za komentarze pod poprzednim rozdziałem, którymi karmi się moja wena.
Pozdrawiam
Sophy


 
Rozdział 3
Życie w kwaterze Avegers okazało się zadziwiająco zwyczajne. No cóż na tyle na ile normalne może być mieszkanie pod jednym dachem z bogiem błyskawic, dwójką tajnych agentów, miliarderem, super żołnierzem oraz doktorem z którego sporadycznie wychodzi zielony potwór. Na początku Hope miała spore trudności z odnalezieniem się w nowym otoczeniu. Czuła się zagubiona i ciągle nie potrafiła odtworzyć nic ze swojej przyszłości. Jednak już po nie całym miesiącu poczuła się jak w domu. Steve zdołał przekonać resztę żeby pozwolili jej zostać. Co prawda Natasha i Clint wciąż ją uważnie obserwowali, ale nawet oni zawali się przyzwyczajać do jej obecności. Czasem była nawet całkiem pomocna, dzięki nowo odkrytym talencie do leczenia i opatrywania wszelkich ran czy kontuzji. Zastanawiała się czy może przed utratą wspomnień była pielęgniarką lub kimś podobnym. Jej zdolności były dość przydatne kiedy superbohaterowie wracali z misji,często pobijani i poranieni. Miło było wiedzieć że, jest się potrzebnym. Mieć cel.
Pewnego popołudnia,siedząc w salonie Stark Tower Hope odkryła kolejną zadziwiającą rzecz. Czekała właśnie na powrót reszty z kolejnej misji. Była dość znudzona więc zaczęła szukać sobie jakiegoś ciekawego zajęcia. W kącie pokoju stała piękna i pewnie kosmicznie droga gitara elektryczna.
-Chyba Tony się nie obrazi jak sobie pożyczę- mruknęła ostrożnie biorąc instrument do ręki.-W sumie i tak z niej nie korzysta.
Podłączywszy gitarę do głośników na próbę uderzyła struny kostką. Po paru uderzeniach spróbowała zagrać jakiś kawałek. Ku swojemu ogromnemu zdziwieniu jej palce zaczęły poruszać się w sposób tak naturalny jakby nie robiła nic innego przez całe życie. Melodia, którą grała byłą wolna i smutna, przypominająca rockową balladę. Grała dalej czując cudowne odprężenie i szczęście. Wydawało jej się, że mogła by to robić godzinami. Kiedy skończyła grać nieznaną balladę, spróbowała czegoś szybszego. Tym razem rozpoznała grany utwór. Był to Thunderstruck zespołu ACDC, jeden z ulubionych kawałków Toniego. Muzyka tak ją pochłonęła że, nie zauważyła powrotu Avengers'ów. Dopiero kiedy skończyła grać obejrzała się przez ramię i spostrzegła cały zespół znajdujący się obecnie w stanie no cóż, silnego szoku. Pierwszym, który odzyskał głos był jak można się było spodziewać Tony.
-No,no chyba mamy tu gwiazdę rocka z zanikiem pamięci. Może powinniśmy sprawdzić czy ktoś taki ostatnio nie zaginął- powiedział szczerząc zęby w uśmiechu.
Wszyscy się roześmiali, a niezręczna cisza natychmiast zniknęła. Od tego czasu Hope często przesiadywała w salonie i grała. Czasem zespół przychodził posłuchać, ale wolała grać gdy była sama. Potrafiła się wtedy zatracić w granej melodii i całkowicie odpływała w świat muzyki.
Kolejnym niezapowiedzianym wydarzeniem była dość nietypowa propozycja Natashy. Pewnego wieczoru przyszła do pokoju Hope i zaproponowała wspólny trening.
-Skoro już tu mieszkasz, powinnaś umieć sama się obronić-powiedziała patrząc na nią krytycznie.
Hope musiała przyznać jej rację. Stark Tower może w każdej chwili paść ofiarą ataku, a Avegers'ów może akurat nie być w pobliżu.
To chyba niezły pomysł-zgodziła się.
-Bądź gotowa jutro o 5:30 rano i załóż coś odpowiedniego do biegania- zakomenderowała
Natasha po czym wyszła z pokoju.
Hope uśmiechnęła się. Może Romanoff nadal nie była zbyt uprzejma ale, zdawała się powoli akceptować jej obecność. Po prostu potrzebowała czasu. A trening mógł być naprawdę przydatny, stwierdziła nastawiając budzik.
*
Już po pierwszym treningu Hope zaczęła wątpić czy zgoda na to była dobrym pomysłem. Lekcja zaczęła się od godzinnego biegu po mieście, który okazał się być ledwie rozgrzewką. Następnie wróciły do Stark Tower i udały się do siłowni. Po kolejnych trzydziestu minutach najróżniejszych zabójczych ćwiczeń Natasha ogłosiła krótką przerwę. Zlana potem z jękiem padła na ziemię. Wszystko ją bolało. Natasha rzuciła jej butelkę wody.
-Masz fatalną kondycję- stwierdziła krytycznie.
Po tej stanowczo z krótkiej przerwie przystąpiły do ćwiczenia kilku prostych ciosów oraz uników. Szło jej całkiem nieźle, choć agentka nie była cierpliwą nauczycielką. Zanim udało jej się pojąć te kilka chwytów, Natasha kilkakrotnie rozłożyła ją na łopatki. Kiedy skończyły Hope, cała obolała ruszyła pod prysznic. Po kwadransie spędzonym pod strumieniami gorącej wody poczuła się o niebo lepiej. Rozczesując swoje wciąż wilgotne krótkie włosy, weszła do salonu. Tony rozwalony na kanapie uśmiechnął się do niej.
-Co tam? Nat dała ci w kość?- zapytał
-I to jak- jęknęła opadając na miejsce obok niego. Zdążyła naprawdę polubić Starka i z wzajemnością. Często razem dowcipkowali i przekomarzali się. On nauczył ją obsługi najnowszego tabletu Stark Industries, a ona często grała mu jego ulubione kawałki. Mieli dość podobny gust muzyczny oraz to samo ironiczne poczucie humoru. Stali się sobie bardzo bliscy.
-Wiem że, może teraz ciężko ci w to uwierzyć, ale Nat wie co robi. Powinnaś słuchać jej rad- powiedział Tony.
-No skoro genialny Tony Stark tak twierdzi to na pewno prawda- zaśmiała się.
W tym momencie z kuchni wyłonił się Steve, który po raz kolejny dał się namówić na gotowanie obiadu.
-Witaj Kapitanie Mrożonka!- Tony wyszczerzył się do niego.
Rogers przewrócił oczami, ale się uśmiechnął. Nagle rozległ się mechaniczny głos Jarvisa.
-Panie Stark, informuję że, wykryłem znaczny skok energii elektromagnetycznej, zwykle towarzyszący transferom z Asgardu.
Cała trójka zamarła zaskoczona.
-Gdzie?- zapytał Tony, który całkowicie spoważniał.
-Przesłałem dokładne dane do pańskiej zbroi. Czy mam wezwać pozostałych członków zespołu?
- Niech zbiorą się na dachu.
Po czym on i Steve pobiegli się przygotować do kolejnej misji. Całkowicie zapomnieli o Hope która nadal siedziała na kanapie zastanawiając się co to mogło oznaczać. Ich gwałtowna reakcja wydała jej się bardzo nietypowa.

3 komentarze:

  1. To jest po prostu zajebiste czekam na kolejny rozdział :*

    Mellanie

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    wpadłam na ten blog jak samochód na drzewo. Jestem też w podobnym szoku, że wcześniej go nie zauważyłam. Przeczytałam całość i muszę przyznać, że opowiadanie bardzo mi się podoba. Ciekawa fabuła, świetne odtworzenie charakterów postaci i cudowna główna bohaterka. Jedyne, co mi się nie podoba to data ostatniego rozdział. Kończymy szesnasty rok a tu dalej nic. Mam nadzieję, że wrócisz, bo właśnie zyskałaś nową czytelniczkę :D
    Ps. Zapraszam do siebie http://opowiadaniazmidgardu.blogspot.com/
    Do (mam nadzieję) szybkiego przeczytania, Candy.

    OdpowiedzUsuń